Otworzyłam oczy
zdezorientowana. Tuż nade mną widziałam żyrandol z matowym
kloszem powieszony na białym suficie. Zamrugałam kilkakrotnie
starając się przypomnieć sobie jakoś te miejsce, ale w głowie
czułam totalną pustkę. Na ciele też. Nieco pochylając głowę
spostrzegłam, ze leżę tu zupełnie naga. Obróciłam głowę w
lewo w poszukiwaniu moich ubrań. Zamiast tego mój wzrok natrafił
na etażerkę stojącą tuż przy łóżku. Była ładna, wykonana z
ciemnego drewna. Nieco uniosłam plecy, gdy dostrzegłam na niej
połyskującą folijkę. Wyciągnęłam rękę w jej stronę i
chwyciłam pomiędzy palce. Od razu puściłam ją, gdy zorientowałam
się, że to pusta paczka po prezerwatywie.
Cholera jasna.
Powoli docierało
do mnie, że nic nie pamiętam. Błądziłam w myślach przerażona,
ale wszystko co zdołałam w nich odnaleźć, to tylko moje imię.
Chociaż tego, że mam na imię Yvonne też w sumie nie byłam pewna.
Spojrzałam na
swoje nagie ciało, a potem na połyskującą paczuszkę po
prezerwatywie. Na pewno musiała tu być jakaś osoba trzecia.
Przełknęłam nerwowo ślinę i obróciłam głowę w drugą stronę.
Mój wzrok z początku napotkał białą kołdrę, spod której
wystawały czarne włosy. Nie mogłam się skupić. Myśl, Yv. Co
robić? Moich ubrań nigdzie nie widziałam, a bałam się okryć
kołdrą, ponieważ istniało ryzyko, że obudzę śpiącego obok
mężczyznę. Zakryłam nagie piersi dłońmi i niepewnie usiadłam
na łóżku, co spowodowało, że materac zaskrzypiał. Zacisnęłam
powieki czując, że osobnik tuż obok poruszył się niespokojnie.
- Yvonne? -
usłyszałam jego ochrypły głos.
Nie wiedziałam,
czy znałam go dłużej czy tylko to był tylko przelotny seks, ale
jego głos mnie zaskoczył. Był taki głęboki, cholernie męski.
Nic nie mówiłam.
- Gdzie się
wybierasz skarbie? Spójrz na mnie. - dodał po chwili.
Mocniej zaciskając
dłonie na piersiach odwróciłam głowę. Ujrzałam coś, co zwaliło
by mnie z nóg, gdybym akurat nie siedziała na łóżku. Spod białej
kołdry wystawała twarz przystojnego chłopaka. Jego włosy był
zmierzwione, usta zwilżone, ponieważ na moich oczach przejechał po
nich językiem. Jego szczękę okalała delikatna szczecina, która
dodawała mu męskości. Zaczęłam się bać, kiedy przygryzł wargę
i wygramolił się spod kołdry. Jego ręce były pełne tatuaży,
delikatnie wpasowujących się w jego ciemniejszą karnację. Mięśnie
na jego torsie napięły się, gdy delikatnie gramolił się do mnie.
Mięśnie na jego podbrzuszu układały się w literę V, ale ja
delikatnie rzecz biorąc byłam okropnie przerażona mimo jego
pokojowego nastawienia. Miał na sobie czarne bokserki, delikatne
opinające się na jego męskości. Dopiero teraz zorientowałam się,
że dokładnie lustruje wzrokiem moje ciało. Jego długa dłoń
mocno objęła mnie za brzuch i przyparła do łóżka.
- Czemu jesteś
taka cicha? - zapytał, nachylając się nade mną.
Cały czas
trzymałam dłonie na piersiach i w myślach odliczałam do trzech
czekając na moment, w którym zacznę się wyrywać. Kiedy już
doliczałam do 'jedynki', on chwycił mocno moje nadgarstki i zabrał
dłonie z moich piersi. Umiejscowił nadgarstki tuz nad moją głową
na materacu i bez żadnych skrupułów złączył nasze wargi. Coraz
bardziej zwiększał intensywność pocałunku, ponieważ go nie
oddawałam, wręcz zaczęłam wierzgać nogami, kolanami próbując
wycelować w jego krocze.
- Co ci jest? -
zapytał mnie, odrywając się od moich ust.
W jego oczach
widziałam zmartwienie i strach.
- Puść mnie
zboczeńcu, nie znam cię! Co ja tu robię!? - pisnęłam starając
się wyrwać nadgarstki z objęć jego dużych dłoni.
Jego dłonie
momentalnie mnie puściły. Rozchylił wargi kręcąc głową z
niedowierzaniem. Jego potargane włosy opadały na jego czoło
nierówno, a z jego ust wydostawały się postrzępione oddechy. Już
chciała wydostać się spod jego ciała turlając się po łóżku,
ale on chwycił moje policzki w dłonie i uniósł ku górze tak, że
moja twarz znajdowała się niebezpiecznie blisko jego. Podparłam
się dłońmi na materacu czując delikatny ból w karku.
- Błagam cię
Yvonne, nie żartuj sobie. - szepnął – Pamiętasz mnie, prawda?
To ja, Zayn.
- Kto? Gdzie ja
jestem? Kim ja jestem? - zapytałam głośno, zupełnie nie
zwracając uwagi na jego zmartwiony ton.
Cholernie ciężko
było mi rozszyfrować wyraz jego twarzy, ale to, że widziałam w
kącikach jego oczu błyszczące koraliki łez zdradzało, że moje
słowa chyba go jakoś uraziły.
- Yvonne. Proszę,
spójrz na mnie. - wywiercał dziury w mojej twarzy swoimi brązowymi
oczyma – To ja, Zayn Malik. Twój chłopak. Ty jesteś Yvonne
Farquarson, masz 21 lat, jesteś ze mną od 8 miesięcy. Jesteś moją
narzeczoną. - szeptał patrząc na mnie smutno.
Żadne jego słowo
do mnie nie docierało. Patrzyłam tylko na jego zatroskaną twarz i
widziałam, że z jego oczu ściekają łzy. Czemu on płakał? O co
w tym wszystkim chodzi?
Nie mogłam sobie
nic przypomnieć. Yvonne Farquarson. To ja. On miał na imię Zayn
Malik i twierdził, że jest moim chłopakiem już 8 miesięcy. Jakim
kurwa cudem, skoro ja go nie pamiętam? Chłopak puścił moje
policzki, delikatnie kładąc moją głowę na łóżko.
- Kochanie... -
szepnął, a ja poczułam, że moja nagość strasznie mnie krępuje.
- Nie znam cię,
puść mnie. Chcę się ubrać wrócić do domu. - powiedziałam
cicho, odpychając dłońmi jego tors, ale on opierał się rękami
po bokach mojego ciała nie ruszając się z miejsca.
- Tu jest twój
dom... - szepnął ochryple, gładząc jedną dłonią mój policzek.
- Nie dotykaj mnie.
- wyszeptałam zabierając jego dłoń.
Zacisnął szczękę,
a rysy jego twarzy uwydatniły się. Podniósł się do góry i w
milczeniu zszedł z łóżka. Ja wstałam prędko z zamiarem
ucieczki, ale on zmierzył mnie wzrokiem. Na jego policzkach
dostrzegłam błyszczące ślady po łzach.
- Nie uciekaj. -
poprosił cicho, a coś w moim sercu podpowiadało mi, że muszę go
posłuchać.
W szybkim tempie
podszedł do szafy i wyjął z niej damską bieliznę, spodnie
jeansowe i beżowy top. Położył je tuż obok mnie i ukucnął
przede mną. Bałam się go, w ogóle nie przypominałam sobie jego
twarzy, a byłam pewna że tak pięknego mężczyznę pamiętałabym
bez względu na wszystko.
- Nie pamiętasz,
jak się wczoraj kochaliśmy? Nic a nic? - pytał, gładząc moje
kolana. - Jeżeli teraz sobie żartujesz, to proszę cię, przestań.
- powiedział, a ton jego głos był strasznie rozpaczliwy.
- Ale ja cię nie
znam. Czemu miałabym żartować? - powiedziałam cicho – Skąd mam
wiedzieć, że nie jesteś jakimś gwałcicielem, i nie dałeś mi
pigułki gwałtu, aby zaciągnąć mnie do łóżka? - zakończyłam,
a on przybrał zaskoczony wyraz twarzy.
Puścił moje
kolana i wstał wskazał podbródkiem na ubrania, a jego policzki
były już upstrzone łzami. Miałam wrażenie, że jego dusza głośno
łkała.
~
Ubrałam
się, a Zayn siedział po drugiej stronie łóżka odwrócony
plecami. Trzymał w dłoniach telefon i wykręcał do kogoś numer.
Spoglądałam na siebie i zaplotłam kosmyk włosów wokoło palca.
Na etażerce dostrzegłam brązową frotkę. Związałam włosy,
cicho wzdychając. Czułam, że powinnam zerwać się na równe nogi
i uciekać. Byłam strasznie zagubiona i zdekoncentrowana. Białe
ściany sypialni dosłownie paliły moje oczy, gdy poranne słońce
wpadające przez okno wpadało do pokoju odbijając się od nich.
- Halo?
Celine? - usłyszałam za sobą jego płaczliwy głos. - To znowu się
stało, ona znowu nic nie pamięta.
~
Przez 15
minut kucał przede mną i pokazywał mi zdjęcie. Byłam na nim ja i
on, staliśmy uśmiechnięci na jakiejś imprezie, chyba w jakimś
ogrodzie. Wszędzie był balony. Powiedział mi, że to z moich 21
urodzin, 23 kwietnia. Teraz mieliśmy 16 sierpień.
Musiałam
się jeszcze w międzyczasie przejrzeć w lusterku, bo nie byłam
pewna jak naprawdę wyglądam. Stwierdziłam, że nie byłam aż tak
brzydka jak mi się Początku zdawało. A Zayn cały czas co do mnie
mówił. Mówił mi o tym, jak 'razem' piekliśmy kiedyś ciastka,
jak pływaliśmy kajakiem podczas wakacji i wywróciliśmy się do
wody, tyle że ja... Że ja nic takiego nie pamiętałam. Pokazywał
mi w pośpiechu mały album z naszymi zdjęciami. Mówił mi, że pół
roku temu również straciłam pamięć, uderzyłam się w głowę
gdy upadłam i uderzyłam się o szafkę. Zaczynałam wszystko od
nowa, począwszy od imienia, nazwiska, daty urodzenia kończąc na
naszymi krótkim jeszcze wtedy związku. Mówił mi, że wczoraj się
zaręczyliśmy, że świętowaliśmy spędzając razem noc, pokazywał
pudełko z pierścionkiem, ale ja nic szczególnego nie czułam, gdy
to mówił. Zdjęcia które mi pokazywał owszem, były dowodem, ale
kiedy ono teraz nic dla mnie nie znaczyło? Byłam pusta, żadnych
uczuć do tego człowieka.
-
Przestań już. - powiedziałam cicho. - Przestań do mnie o tym
mówić, mącisz mi w głowie człowieku, ja cię nie zam. - wstałam
i zmierzyłam jego przykucnięte ciało wzrokiem.
Nie
mówił nic, tylko patrzył się na mnie przygryzając wargę.
Hamował łzy, która i tak wypływały z jego oczu. Ściskał w
dłoni ramkę ze zdjęciem oraz leżące na niej otwarte pudełko ze
złotym pierścionkiem. Na moment spuścił na nie wzrok, co
wykorzystałam jako oczywistą szansę na ucieczkę. Bez dłuższego
zastanawiania się wybiegłam z sypialni, dłuższą chwilę siłując
się z klamką.
Dłonie
niewyobrażalnie mi się wtedy trzęsły.
Gdy
znalazłam się na korytarzu biegłam przed siebie na jego końcu
dostrzegając schody z ciemnego drewna. Biegł za mną. Wołał mnie
rozpaczliwie, a ja zbiegałam już wtedy po schodach. Zaczynało mi
się kręcić w głowie, gdy stawiałam stopy na stopniach. Zdawało
mi się, że są bardzo odległe od siebie. Gdy znalazłam się na
dole, moje bose stopy dotknęły parkietu. Rozejrzałam się
naprędce. Stałam w sporym salonie połączonym z kuchnią. Tuż
obok kuchennej wysepki znajdowały się nieoszklone drzwi, chyba
prowadzące do łazienki.
-
Yvonne!
Zayn był
już u góry schodów. Ponownie wznowiłam bieg. Moje stopy z
początku biegły przez parkiet, potem przez dywan z białych
frędzli. Na końcowym etapie biegu znalazłam się przy drzwiach
frontowych. Przekręciłam zamek i otworzyłam drzwi. Z
zaciśniętymi
powiekami wybiegłam z domu, lecz zderzyłam się z kimś czołowo.
Upadłam na ziemię i syknęła cicho gładząc się po czole.
- Yv,
kurwa! Nie uciekaj! - usłyszałam nad sobą damski głos.
Usłyszałam
też postrzępiony oddech Zayna, który kucał przy mnie i unosił
mnie do góry wsuwając swoje dłonie pod moje pachy.
- Wiem,
że mnie nie pamiętasz, może się mnie boisz... Ale pod żadnym
pozorem nie możesz teraz uciekać, rozumiesz? Amnezja to poważna
sprawa.
Już po
chwili ponownie stałam, i otworzyłam oczy. Przede mną stała
wysoka blondynka, zaskakująco piękna. Miała długie nogi, na
stopach szpilki. Pocierała dłonią czoło, a drugą poprawiała
koszulę w kratę, którą miała na sobie.
- To
jest Celine... - wyjaśnił mi Zayn – Twoja przyjaciółka od... Od
zawsze. - zakończył, a jego dłonie już nie dotykały mojego
ciała.
-
Przyjaciółka? Jej też nie znam, nie znam was obojga! Dajcie mi
święty spokój! - krzyknęłam niekontrolowanie.
-
Zastanów się. - szepnął Zayn, chwytając bardzo delikatnie moje
ramiona – Czy znasz kogokolwiek?
Tym
pytaniem zbił mnie z pantałyku. Zaczęłam się zastanawiać i
dotarło do mnie, że nie wiem czy mam rodziców, rodzeństwo. Że
praktycznie rzecz biorąc nie wiem nic a nic o sobie.
W końcu
pokręciłam głową.
- Więc
proszę cię, zaufaj mi. - potarł moje ramię.
- Musimy
cię zabrać do lekarza, Yv. - powiedziała blodnynka, stając obok
mnie.
Ona, w
przeciwieństwie do Zayna używała zdrobnienia mojego imienia. To
było nawet miłe, tyle że naprawdę nie wiedziałam, czy oni mnie
nie okłamują. Niby dlaczego znowu miałabym stracić pamięć? Może
ten cały Zayn mnie czymś ogłuszył?
- Ja... - szepnęłam
i złapałam się za głowę – Boję się was. - powiedziałam
odsuwając się na kilka kroków. - Boję się że chcecie mnie
skrzywdzić.
- Nikt nie chce cie
skrzywdzić skar... - Zayn zacisnął oczy – Yvonne. Musisz nam
zaufać. Musisz mi zaufać. Znowu. - powiedział cicho.
Mówił to takim
tonem, jakby nie mógł znieść tej myśli. Ja patrzyłam na nich,
po czym spuściłam wzrok na moje bose stopy. Żwir, którym wyłożona
była ścieżka przed domem wbijał mi się w nie boleśnie.
- Dobrze. Możemy
pojechać do tego lekarza. - szepnęłam – Ale jeśli mogę...
Zayn. Masz tu jakieś buty?
* * *
Weszliśmy
do obszernego pomieszczenia w jakimś prywatnym gabinecie lekarskim.
Pachniało tu wanilią i miętówkami. Na podłodze leżał perski
dywan, gdzieś w kącie stała lampa dająca słabe światło. Przy
dębowym biurku siedział mężczyzna o siwych włosach, który pisał
coś na białej kartce. Cisza w gabinecie była tak okropna, że
szuranie długopisu słyszałam tuz przy drzwiach. Zayn stał za mną
wraz z Celine.
- Dzień
dobry, panie Crowford. - powiedział krótko mulat, delikatnie
popychając mnie dłonią za plecy do przodu.
Przełknęłam
ślinę i ruszyłam przed siebie. Doktor w białym kitlu spojrzał na
mnie i uśmiechnął się.
- Jak
tam się czujesz, Yvonne? Dawno się nie widzieliśmy. - Uderzył
długopisem o biurko, a jego koniuszek się schował.
- Mamy
problem doktorze... Ona znowu nic nie pamięta, nie wiem o co chodzi.
- szepnął Zayn, wskazując na mnie.
Głos
Zayna był płaski i smutny, co sprawiało, że czułam się źle z
tym, że nic nie pamiętałam, mimo że to nie była moja własna
wola
.
Crowford wstał nagle i podszedł do mnie szybko. Obejrzał dookoła
moją głowę, i przejechał dłonią po moim czole.
- Co jej
się stało? - wskazał zna siniaka.
- Ja
zderzyłam się z... - pstryknęłam palcami – Z Celine. -
westchnęłam, widząc, jak blondynka mierzy mnie załamanym
spojrzeniem. - Ale to już po tym jak straciłam pamięć. -
westchnęłam.
Doktor
skinął głową i wrócił do oglądania mojej głowy. Zdjął gumkę
z moich włosów i podał ją Zaynowi. Zaczął je czochrać,
przerzedzać palcami, po czym jeździł nimi po skórze mojej głowy.
Nagle dotknął jednego miejsca z tyłu mojej głowy. Zabolało.
Syknęłam cicho.
-
Yvonne, czy pamiętasz może jakieś uderzenie w to miejsce? -
zapytał ponownie dotykając bolącego miejsca, a ja pokręciłam
głową.
- Nie
pamiętam nic. - szepnęłam i przeniosłam odruchowo wzrok na Zayna.
Drapał
się po karku z lekko rozchylonymi ustami, a Celine gładziła jego
ramię. Coraz bardziej zdawało mi się, że tych dwoje łączy coś
więcej, niż mi mówili. Postanowiłam jednak nie wyciągać
pochopnych wniosków, przecież ich nie znałam... Nie, może jednak
znałam. Lepiej byłoby powiedzieć, że ich nie pamiętałam.
- Panie
doktorze... - szepnął Zayn, odsuwając się od Celine. Jej ręka
spadła z jego ramienia... Cholera, czemu ja poczułam ulgę? - Bo
my... Mieliśmy wczoraj rocznicę z Yvonne... I braliśmy razem
prysznic. Przypomniałem, sobie, że pośliznęła się. Uderzyła
głową o taki uchwyt na słuchawkę prysznica. - powiedział, a ja
zmarszczyłam brwi.
Wyobrażenie nagiego Zayna ze mną pod prysznicem przebiegło przez mój umysł wywołując dziwny dreszcz, którego nie byłam w stanie określić. Chyba podobała mi się ta wizja.
- To
wiele wyjaśnia. - stwierdził doktor.
Odsunął
się ode mnie, a ja obserwowałam go bacznie. Wrócił do biurka,
usiadł przy nim. W tym samym czasie Zayn stanął za mną i zawiązał
frotkę na moich włosach. Spojrzałam na niego i wzdrygnęłam się
niekontrolowanie.
-
Zalecam te same działania, co ostatnim razem. - powiedział lekarz –
Jeżeli pamięć nie wróci w ciągu miesiąca obawiam się, że może
być już za późno. Trzeba będzie zacząć z nią wszystko od
początku.
- Ale...
Cholera jasna, panie doktorze, jest gorzej niż ostatnio. Ona nie
chce ze mną zostać. - westchnął Zayn i spojrzał na mnie z
wyrzutem i smutkiem. - Myśli, że jestem do kurwy nędzy
gwałcicielem.
- Panie
Malik, musi się pan uspokoić. Ona musi panu zaufać. - spojrzał na
mnie i przeczesał palcami rzadkie, siwe włosy – Proszę mi
uwierzyć, panno Farquarson. Pan Malik jest pani bardzo bliski, pół
roku temu przychodził tu z panią na sesje terapeutyczne co tydzień,
opiekował się panią. Sądzę, że musi mu pani zaufać. -
westchnął.
Oblizałam
wargi skonsternowana i skinęłam głową.
- Nie
będzie mi pan robił żadnych badań? - zapytałam, a on pokręcił
przecząco głową.
- Nie są
konieczne. Amnezja w pani przypadku zdarzyła się już wcześniej,
więc bardzo łatwo jest wystawić prawidłową diagnozę . Ale
jeżeli pani sobie życzy, możemy zrobić testy na zanik pamięci
krótkotrwałej, lecz nie sądzę, by to one były przyczyną. Pół
roku to stanowczo za długo jak na takie schorzenie. - zapisał coś
w notesie – Widzimy się jutro o 17 na terapii, panno Farquarson.
Panie Malik, pana też chciałbym tam zobaczyć.
Mulat
westchnął coś aprobująco i wyciągnął do mnie rękę. Chyba
zrobił to odruchowo, ponieważ zaraz ja cofnął
- Musimy
już iść, Yvonne. - szepnął.
Kiwnęłam
głową, a Celine uśmiechnęła się do mnie. Wyszła przez otwarte
przez Zayna drzwi, a ja tuż za nią.
Byłam
wtedy zagubiona we własnym świecie, nie wiedziałam co mam robić.
Czułam
się jak na pierdolonym kacu.
Ludziska, witam na moim drugim blogu x Link do pierwszego macie tutaj, jeśli chcecie zajrzeć - grave-fanfiction.blogspot.com x
Zachęcam do zostawiania komentarzy skarbki x

Rozdział genialny ale czcionka jest za jasna z tłem i trochę się zlewa i trudniej się czyta :(
OdpowiedzUsuńpoprzedni szablon podobał mi się bardziej... no nieważne, treść jest ważniejsza w sumie, a tutaj jest genialnie x sama piszesz, czy to tłumaczenie? czekam na nn ♥
OdpowiedzUsuń@nightsincanada
cudny szablon, cudnie piszesz skafkjvdsl nie moge sie doczekac nexta @hornatorka
OdpowiedzUsuńfajnie się zaczyna, dobrze piszesz i rozwijasz akcję, czekam na więcej:) /@furtivexharry
OdpowiedzUsuń