piątek, 16 maja 2014

Rozdział 1



Otworzyłam oczy zdezorientowana. Tuż nade mną widziałam żyrandol z matowym kloszem powieszony na białym suficie. Zamrugałam kilkakrotnie starając się przypomnieć sobie jakoś te miejsce, ale w głowie czułam totalną pustkę. Na ciele też. Nieco pochylając głowę spostrzegłam, ze leżę tu zupełnie naga. Obróciłam głowę w lewo w poszukiwaniu moich ubrań. Zamiast tego mój wzrok natrafił na etażerkę stojącą tuż przy łóżku. Była ładna, wykonana z ciemnego drewna. Nieco uniosłam plecy, gdy dostrzegłam na niej połyskującą folijkę. Wyciągnęłam rękę w jej stronę i chwyciłam pomiędzy palce. Od razu puściłam ją, gdy zorientowałam się, że to pusta paczka po prezerwatywie.
Cholera jasna.
Powoli docierało do mnie, że nic nie pamiętam. Błądziłam w myślach przerażona, ale wszystko co zdołałam w nich odnaleźć, to tylko moje imię. Chociaż tego, że mam na imię Yvonne też w sumie nie byłam pewna.
Spojrzałam na swoje nagie ciało, a potem na połyskującą paczuszkę po prezerwatywie. Na pewno musiała tu być jakaś osoba trzecia. Przełknęłam nerwowo ślinę i obróciłam głowę w drugą stronę. Mój wzrok z początku napotkał białą kołdrę, spod której wystawały czarne włosy. Nie mogłam się skupić. Myśl, Yv. Co robić? Moich ubrań nigdzie nie widziałam, a bałam się okryć kołdrą, ponieważ istniało ryzyko, że obudzę śpiącego obok mężczyznę. Zakryłam nagie piersi dłońmi i niepewnie usiadłam na łóżku, co spowodowało, że materac zaskrzypiał. Zacisnęłam powieki czując, że osobnik tuż obok poruszył się niespokojnie.
- Yvonne? - usłyszałam jego ochrypły głos.
Nie wiedziałam, czy znałam go dłużej czy tylko to był tylko przelotny seks, ale jego głos mnie zaskoczył. Był taki głęboki, cholernie męski.
Nic nie mówiłam.
- Gdzie się wybierasz skarbie? Spójrz na mnie. - dodał po chwili.
Mocniej zaciskając dłonie na piersiach odwróciłam głowę. Ujrzałam coś, co zwaliło by mnie z nóg, gdybym akurat nie siedziała na łóżku. Spod białej kołdry wystawała twarz przystojnego chłopaka. Jego włosy był zmierzwione, usta zwilżone, ponieważ na moich oczach przejechał po nich językiem. Jego szczękę okalała delikatna szczecina, która dodawała mu męskości. Zaczęłam się bać, kiedy przygryzł wargę i wygramolił się spod kołdry. Jego ręce były pełne tatuaży, delikatnie wpasowujących się w jego ciemniejszą karnację. Mięśnie na jego torsie napięły się, gdy delikatnie gramolił się do mnie. Mięśnie na jego podbrzuszu układały się w literę V, ale ja delikatnie rzecz biorąc byłam okropnie przerażona mimo jego pokojowego nastawienia. Miał na sobie czarne bokserki, delikatne opinające się na jego męskości. Dopiero teraz zorientowałam się, że dokładnie lustruje wzrokiem moje ciało. Jego długa dłoń mocno objęła mnie za brzuch i przyparła do łóżka.
- Czemu jesteś taka cicha? - zapytał, nachylając się nade mną.
Cały czas trzymałam dłonie na piersiach i w myślach odliczałam do trzech czekając na moment, w którym zacznę się wyrywać. Kiedy już doliczałam do 'jedynki', on chwycił mocno moje nadgarstki i zabrał dłonie z moich piersi. Umiejscowił nadgarstki tuz nad moją głową na materacu i bez żadnych skrupułów złączył nasze wargi. Coraz bardziej zwiększał intensywność pocałunku, ponieważ go nie oddawałam, wręcz zaczęłam wierzgać nogami, kolanami próbując wycelować w jego krocze.
- Co ci jest? - zapytał mnie, odrywając się od moich ust.
W jego oczach widziałam zmartwienie i strach.
- Puść mnie zboczeńcu, nie znam cię! Co ja tu robię!? - pisnęłam starając się wyrwać nadgarstki z objęć jego dużych dłoni.
Jego dłonie momentalnie mnie puściły. Rozchylił wargi kręcąc głową z niedowierzaniem. Jego potargane włosy opadały na jego czoło nierówno, a z jego ust wydostawały się postrzępione oddechy. Już chciała wydostać się spod jego ciała turlając się po łóżku, ale on chwycił moje policzki w dłonie i uniósł ku górze tak, że moja twarz znajdowała się niebezpiecznie blisko jego. Podparłam się dłońmi na materacu czując delikatny ból w karku.
- Błagam cię Yvonne, nie żartuj sobie. - szepnął – Pamiętasz mnie, prawda? To ja, Zayn.
- Kto? Gdzie ja jestem? Kim ja jestem? - zapytałam głośno, zupełnie nie zwracając uwagi na jego zmartwiony ton.
Cholernie ciężko było mi rozszyfrować wyraz jego twarzy, ale to, że widziałam w kącikach jego oczu błyszczące koraliki łez zdradzało, że moje słowa chyba go jakoś uraziły.
- Yvonne. Proszę, spójrz na mnie. - wywiercał dziury w mojej twarzy swoimi brązowymi oczyma – To ja, Zayn Malik. Twój chłopak. Ty jesteś Yvonne Farquarson, masz 21 lat, jesteś ze mną od 8 miesięcy. Jesteś moją narzeczoną. - szeptał patrząc na mnie smutno.
Żadne jego słowo do mnie nie docierało. Patrzyłam tylko na jego zatroskaną twarz i widziałam, że z jego oczu ściekają łzy. Czemu on płakał? O co w tym wszystkim chodzi?
Nie mogłam sobie nic przypomnieć. Yvonne Farquarson. To ja. On miał na imię Zayn Malik i twierdził, że jest moim chłopakiem już 8 miesięcy. Jakim kurwa cudem, skoro ja go nie pamiętam? Chłopak puścił moje policzki, delikatnie kładąc moją głowę na łóżko.
- Kochanie... - szepnął, a ja poczułam, że moja nagość strasznie mnie krępuje.
- Nie znam cię, puść mnie. Chcę się ubrać wrócić do domu. - powiedziałam cicho, odpychając dłońmi jego tors, ale on opierał się rękami po bokach mojego ciała nie ruszając się z miejsca.
- Tu jest twój dom... - szepnął ochryple, gładząc jedną dłonią mój policzek.
- Nie dotykaj mnie. - wyszeptałam zabierając jego dłoń.
Zacisnął szczękę, a rysy jego twarzy uwydatniły się. Podniósł się do góry i w milczeniu zszedł z łóżka. Ja wstałam prędko z zamiarem ucieczki, ale on zmierzył mnie wzrokiem. Na jego policzkach dostrzegłam błyszczące ślady po łzach.
- Nie uciekaj. - poprosił cicho, a coś w moim sercu podpowiadało mi, że muszę go posłuchać.
W szybkim tempie podszedł do szafy i wyjął z niej damską bieliznę, spodnie jeansowe i beżowy top. Położył je tuż obok mnie i ukucnął przede mną. Bałam się go, w ogóle nie przypominałam sobie jego twarzy, a byłam pewna że tak pięknego mężczyznę pamiętałabym bez względu na wszystko.
- Nie pamiętasz, jak się wczoraj kochaliśmy? Nic a nic? - pytał, gładząc moje kolana. - Jeżeli teraz sobie żartujesz, to proszę cię, przestań. - powiedział, a ton jego głos był strasznie rozpaczliwy.
- Ale ja cię nie znam. Czemu miałabym żartować? - powiedziałam cicho – Skąd mam wiedzieć, że nie jesteś jakimś gwałcicielem, i nie dałeś mi pigułki gwałtu, aby zaciągnąć mnie do łóżka? - zakończyłam, a on przybrał zaskoczony wyraz twarzy.
Puścił moje kolana i wstał wskazał podbródkiem na ubrania, a jego policzki były już upstrzone łzami. Miałam wrażenie, że jego dusza głośno łkała.

~

Ubrałam się, a Zayn siedział po drugiej stronie łóżka odwrócony plecami. Trzymał w dłoniach telefon i wykręcał do kogoś numer. Spoglądałam na siebie i zaplotłam kosmyk włosów wokoło palca. Na etażerce dostrzegłam brązową frotkę. Związałam włosy, cicho wzdychając. Czułam, że powinnam zerwać się na równe nogi i uciekać. Byłam strasznie zagubiona i zdekoncentrowana. Białe ściany sypialni dosłownie paliły moje oczy, gdy poranne słońce wpadające przez okno wpadało do pokoju odbijając się od nich.
- Halo? Celine? - usłyszałam za sobą jego płaczliwy głos. - To znowu się stało, ona znowu nic nie pamięta.

~

Przez 15 minut kucał przede mną i pokazywał mi zdjęcie. Byłam na nim ja i on, staliśmy uśmiechnięci na jakiejś imprezie, chyba w jakimś ogrodzie. Wszędzie był balony. Powiedział mi, że to z moich 21 urodzin, 23 kwietnia. Teraz mieliśmy 16 sierpień.
Musiałam się jeszcze w międzyczasie przejrzeć w lusterku, bo nie byłam pewna jak naprawdę wyglądam. Stwierdziłam, że nie byłam aż tak brzydka jak mi się Początku zdawało. A Zayn cały czas co do mnie mówił. Mówił mi o tym, jak 'razem' piekliśmy kiedyś ciastka, jak pływaliśmy kajakiem podczas wakacji i wywróciliśmy się do wody, tyle że ja... Że ja nic takiego nie pamiętałam. Pokazywał mi w pośpiechu mały album z naszymi zdjęciami. Mówił mi, że pół roku temu również straciłam pamięć, uderzyłam się w głowę gdy upadłam i uderzyłam się o szafkę. Zaczynałam wszystko od nowa, począwszy od imienia, nazwiska, daty urodzenia kończąc na naszymi krótkim jeszcze wtedy związku. Mówił mi, że wczoraj się zaręczyliśmy, że świętowaliśmy spędzając razem noc, pokazywał pudełko z pierścionkiem, ale ja nic szczególnego nie czułam, gdy to mówił. Zdjęcia które mi pokazywał owszem, były dowodem, ale kiedy ono teraz nic dla mnie nie znaczyło? Byłam pusta, żadnych uczuć do tego człowieka.
- Przestań już. - powiedziałam cicho. - Przestań do mnie o tym mówić, mącisz mi w głowie człowieku, ja cię nie zam. - wstałam i zmierzyłam jego przykucnięte ciało wzrokiem.
Nie mówił nic, tylko patrzył się na mnie przygryzając wargę. Hamował łzy, która i tak wypływały z jego oczu. Ściskał w dłoni ramkę ze zdjęciem oraz leżące na niej otwarte pudełko ze złotym pierścionkiem. Na moment spuścił na nie wzrok, co wykorzystałam jako oczywistą szansę na ucieczkę. Bez dłuższego zastanawiania się wybiegłam z sypialni, dłuższą chwilę siłując się z klamką.
Dłonie niewyobrażalnie mi się wtedy trzęsły.
Gdy znalazłam się na korytarzu biegłam przed siebie na jego końcu dostrzegając schody z ciemnego drewna. Biegł za mną. Wołał mnie rozpaczliwie, a ja zbiegałam już wtedy po schodach. Zaczynało mi się kręcić w głowie, gdy stawiałam stopy na stopniach. Zdawało mi się, że są bardzo odległe od siebie. Gdy znalazłam się na dole, moje bose stopy dotknęły parkietu. Rozejrzałam się naprędce. Stałam w sporym salonie połączonym z kuchnią. Tuż obok kuchennej wysepki znajdowały się nieoszklone drzwi, chyba prowadzące do łazienki.
- Yvonne!
Zayn był już u góry schodów. Ponownie wznowiłam bieg. Moje stopy z początku biegły przez parkiet, potem przez dywan z białych frędzli. Na końcowym etapie biegu znalazłam się przy drzwiach frontowych. Przekręciłam zamek i otworzyłam drzwi. Z
zaciśniętymi powiekami wybiegłam z domu, lecz zderzyłam się z kimś czołowo. Upadłam na ziemię i syknęła cicho gładząc się po czole.
- Yv, kurwa! Nie uciekaj! - usłyszałam nad sobą damski głos.
Usłyszałam też postrzępiony oddech Zayna, który kucał przy mnie i unosił mnie do góry wsuwając swoje dłonie pod moje pachy.
- Wiem, że mnie nie pamiętasz, może się mnie boisz... Ale pod żadnym pozorem nie możesz teraz uciekać, rozumiesz? Amnezja to poważna sprawa.
Już po chwili ponownie stałam, i otworzyłam oczy. Przede mną stała wysoka blondynka, zaskakująco piękna. Miała długie nogi, na stopach szpilki. Pocierała dłonią czoło, a drugą poprawiała koszulę w kratę, którą miała na sobie.
- To jest Celine... - wyjaśnił mi Zayn – Twoja przyjaciółka od... Od zawsze. - zakończył, a jego dłonie już nie dotykały mojego ciała.
- Przyjaciółka? Jej też nie znam, nie znam was obojga! Dajcie mi święty spokój! - krzyknęłam niekontrolowanie.
- Zastanów się. - szepnął Zayn, chwytając bardzo delikatnie moje ramiona – Czy znasz kogokolwiek?
Tym pytaniem zbił mnie z pantałyku. Zaczęłam się zastanawiać i dotarło do mnie, że nie wiem czy mam rodziców, rodzeństwo. Że praktycznie rzecz biorąc nie wiem nic a nic o sobie.
W końcu pokręciłam głową.
- Więc proszę cię, zaufaj mi. - potarł moje ramię.
- Musimy cię zabrać do lekarza, Yv. - powiedziała blodnynka, stając obok mnie.
Ona, w przeciwieństwie do Zayna używała zdrobnienia mojego imienia. To było nawet miłe, tyle że naprawdę nie wiedziałam, czy oni mnie nie okłamują. Niby dlaczego znowu miałabym stracić pamięć? Może ten cały Zayn mnie czymś ogłuszył?
- Ja... - szepnęłam i złapałam się za głowę – Boję się was. - powiedziałam odsuwając się na kilka kroków. - Boję się że chcecie mnie skrzywdzić.
- Nikt nie chce cie skrzywdzić skar... - Zayn zacisnął oczy – Yvonne. Musisz nam zaufać. Musisz mi zaufać. Znowu. - powiedział cicho.
Mówił to takim tonem, jakby nie mógł znieść tej myśli. Ja patrzyłam na nich, po czym spuściłam wzrok na moje bose stopy. Żwir, którym wyłożona była ścieżka przed domem wbijał mi się w nie boleśnie.
- Dobrze. Możemy pojechać do tego lekarza. - szepnęłam – Ale jeśli mogę... Zayn. Masz tu jakieś buty?

* * *

Weszliśmy do obszernego pomieszczenia w jakimś prywatnym gabinecie lekarskim. Pachniało tu wanilią i miętówkami. Na podłodze leżał perski dywan, gdzieś w kącie stała lampa dająca słabe światło. Przy dębowym biurku siedział mężczyzna o siwych włosach, który pisał coś na białej kartce. Cisza w gabinecie była tak okropna, że szuranie długopisu słyszałam tuz przy drzwiach. Zayn stał za mną wraz z Celine.
- Dzień dobry, panie Crowford. - powiedział krótko mulat, delikatnie popychając mnie dłonią za plecy do przodu.
Przełknęłam ślinę i ruszyłam przed siebie. Doktor w białym kitlu spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Jak tam się czujesz, Yvonne? Dawno się nie widzieliśmy. - Uderzył długopisem o biurko, a jego koniuszek się schował.
- Mamy problem doktorze... Ona znowu nic nie pamięta, nie wiem o co chodzi. - szepnął Zayn, wskazując na mnie.
Głos Zayna był płaski i smutny, co sprawiało, że czułam się źle z tym, że nic nie pamiętałam, mimo że to nie była moja własna wola
. Crowford wstał nagle i podszedł do mnie szybko. Obejrzał dookoła moją głowę, i przejechał dłonią po moim czole.
- Co jej się stało? - wskazał zna siniaka.
- Ja zderzyłam się z... - pstryknęłam palcami – Z Celine. - westchnęłam, widząc, jak blondynka mierzy mnie załamanym spojrzeniem. - Ale to już po tym jak straciłam pamięć. - westchnęłam.
Doktor skinął głową i wrócił do oglądania mojej głowy. Zdjął gumkę z moich włosów i podał ją Zaynowi. Zaczął je czochrać, przerzedzać palcami, po czym jeździł nimi po skórze mojej głowy. Nagle dotknął jednego miejsca z tyłu mojej głowy. Zabolało. Syknęłam cicho.
- Yvonne, czy pamiętasz może jakieś uderzenie w to miejsce? - zapytał ponownie dotykając bolącego miejsca, a ja pokręciłam głową.
- Nie pamiętam nic. - szepnęłam i przeniosłam odruchowo wzrok na Zayna.
Drapał się po karku z lekko rozchylonymi ustami, a Celine gładziła jego ramię. Coraz bardziej zdawało mi się, że tych dwoje łączy coś więcej, niż mi mówili. Postanowiłam jednak nie wyciągać pochopnych wniosków, przecież ich nie znałam... Nie, może jednak znałam. Lepiej byłoby powiedzieć, że ich nie pamiętałam.
- Panie doktorze... - szepnął Zayn, odsuwając się od Celine. Jej ręka spadła z jego ramienia... Cholera, czemu ja poczułam ulgę? - Bo my... Mieliśmy wczoraj rocznicę z Yvonne... I braliśmy razem prysznic. Przypomniałem, sobie, że pośliznęła się. Uderzyła głową o taki uchwyt na słuchawkę prysznica. - powiedział, a ja zmarszczyłam brwi.
Wyobrażenie nagiego Zayna ze mną pod prysznicem przebiegło przez mój umysł wywołując dziwny dreszcz, którego nie byłam w stanie określić. Chyba podobała mi się ta wizja.
- To wiele wyjaśnia. - stwierdził doktor.
Odsunął się ode mnie, a ja obserwowałam go bacznie. Wrócił do biurka, usiadł przy nim. W tym samym czasie Zayn stanął za mną i zawiązał frotkę na moich włosach. Spojrzałam na niego i wzdrygnęłam się niekontrolowanie.
- Zalecam te same działania, co ostatnim razem. - powiedział lekarz – Jeżeli pamięć nie wróci w ciągu miesiąca obawiam się, że może być już za późno. Trzeba będzie zacząć z nią wszystko od początku.
- Ale... Cholera jasna, panie doktorze, jest gorzej niż ostatnio. Ona nie chce ze mną zostać. - westchnął Zayn i spojrzał na mnie z wyrzutem i smutkiem. - Myśli, że jestem do kurwy nędzy gwałcicielem.
- Panie Malik, musi się pan uspokoić. Ona musi panu zaufać. - spojrzał na mnie i przeczesał palcami rzadkie, siwe włosy – Proszę mi uwierzyć, panno Farquarson. Pan Malik jest pani bardzo bliski, pół roku temu przychodził tu z panią na sesje terapeutyczne co tydzień, opiekował się panią. Sądzę, że musi mu pani zaufać. - westchnął.
Oblizałam wargi skonsternowana i skinęłam głową.
- Nie będzie mi pan robił żadnych badań? - zapytałam, a on pokręcił przecząco głową.
- Nie są konieczne. Amnezja w pani przypadku zdarzyła się już wcześniej, więc bardzo łatwo jest wystawić prawidłową diagnozę . Ale jeżeli pani sobie życzy, możemy zrobić testy na zanik pamięci krótkotrwałej, lecz nie sądzę, by to one były przyczyną. Pół roku to stanowczo za długo jak na takie schorzenie. - zapisał coś w notesie – Widzimy się jutro o 17 na terapii, panno Farquarson. Panie Malik, pana też chciałbym tam zobaczyć.
Mulat westchnął coś aprobująco i wyciągnął do mnie rękę. Chyba zrobił to odruchowo, ponieważ zaraz ja cofnął
- Musimy już iść, Yvonne. - szepnął.
Kiwnęłam głową, a Celine uśmiechnęła się do mnie. Wyszła przez otwarte przez Zayna drzwi, a ja tuż za nią.
Byłam wtedy zagubiona we własnym świecie, nie wiedziałam co mam robić.
Czułam się jak na pierdolonym kacu.

    Ludziska, witam na moim drugim blogu x Link do pierwszego macie tutaj, jeśli chcecie zajrzeć - grave-fanfiction.blogspot.com x
Zachęcam do zostawiania komentarzy skarbki x

4 komentarze:

  1. Rozdział genialny ale czcionka jest za jasna z tłem i trochę się zlewa i trudniej się czyta :(

    OdpowiedzUsuń
  2. poprzedni szablon podobał mi się bardziej... no nieważne, treść jest ważniejsza w sumie, a tutaj jest genialnie x sama piszesz, czy to tłumaczenie? czekam na nn ♥
    @nightsincanada

    OdpowiedzUsuń
  3. cudny szablon, cudnie piszesz skafkjvdsl nie moge sie doczekac nexta @hornatorka

    OdpowiedzUsuń
  4. fajnie się zaczyna, dobrze piszesz i rozwijasz akcję, czekam na więcej:) /@furtivexharry

    OdpowiedzUsuń